Witajcie, napisałam dla Was z okazji weekendu majowego specjalny tzw. rozdział niezależny od fabuły. Jest to rozdział, który ma Wam dostarczyć rozrywki w środku tego tygodnia…Czekamy na komentarze-jeśli ich nie będzie, nigdy już takiej niespodzianki dla Was nie będzie. Pozdrawiam Was serdecznie, Ola.

Gdy przeczytałam po raz pierwszy to cudo, zamarłam, a potem szczerzyłam się do monitora. Mam nadzieję, że Wam w równym stopniu jak mi spodoba się ten całkowicie niezależny rozdział. A w niedzielę zapraszam na kolejny 108 rozdział opowiadania. Pozdrawiam Iskierka

robsten-hot4

 

Pewnego dnia, gdy wyszłam sama na spacer z Thommim spotkałam się ze swoją przeszłością.  Na jednej z londyńskich uliczek, zza rogu wyłonił się nagle mój pierwszy facet, Mike. Byłam zaskoczona tym, że go widzę…Minęło sporo czasu od kiedy go skrzywdziłam i zostawiłam dla Roberta, wcześniej długo go oszukując. Zdziwiłam się jednak, bo co on mógł robić w Londynie, wówczas gdy powinien być w Stanach?! Jak na ironię losu, co za spotkanie… Przygryzłam nerwowo górną wargę, zbliżając się z wózeczkiem w jego stronę . Próbowałam ukryć wzrok we włosach, lecz wiedziałam, że to bezsensu i dziecinne. Po kilkunastu sekundach nasze spojrzenia spotkały się.

– Cześć, Kris. – powiedział beznamiętnie, basowym głosem Mike.

– Cześć – odparłam z trudem i zawiesiłam na nim pytająco oczy.

– Pewnie Cię dziwi, skąd się tutaj wziąłem. – odezwał się, przybierając wyluzowaną minę, balansującą między uśmiechem a obojętnością.

-Trochę. – odpowiedziałam mu.

– Wiesz, tak się składa że mam stąd dziewczynę, Lucy. – oznajmił. – I przyjechaliśmy na parę dni powłóczyć się po Londynie i spotkać jej rodziców i przyjaciół.

Odetchnęłam z ulgą, że to nie żaden fanatyzm na moim punkcie jest powodem jego wizyty.

– Ale miło Cię widzieć- dodał z półuśmiechem.

– Oh, Mike…. – zaczęłam, a na dźwięk jego imienia, poczułam coś w swoim wnętrzu…to było wspomnienie, po trochu jakby obraz przeszłości tych młodzieżowych lat, gdy byłam do niego po prostu bardzo przywiązana i wydawało mi się że byłam w nim zakochana. A ja nie miałam wtedy nikogo i mogłam mieć jedynie tego byle jakiego Mike’a…  – Cieszę się, że Ci się układa. – powiedziałam obdarzając go uśmiechem.

Odwzajemnił go.

– A Tobie, Kris ? – zapytał. – Jesteś szczęśliwa, prawda…. – stwierdził, choć te jego słowa z początku zdawały się być intonowane na kształt pytania.

Kiwnęłam głową.

– Miał facet wyczucie i to w cholerę, ze ciebie złapał – skwitował mój gest z nutką żalu. – A Ty, naiwna dałaś mu się omotać.

Zaczął mnie irytować, co to miały być za komentarze….?! Do cholery jakim prawem śmiał oceniać moje postępowanie.

– Słuchaj, Mike- przerwałam mu. – To była moja świadoma decyzja wtedy. Naprawdę kochałam i kocham tylko Roberta. A to, co było między nami to była dziecinada i może trochę przyjaźń. – stwierdziłam.

– Nie pamiętasz. – ściszył głos. – Ale ja będę zawsze pamiętał, bo byłaś ważna. Długo nie mogłem o tobie zapomnieć, wiesz…. – mówił, przewracając oczami.

– Po co mi to mówisz?

– Żebyś była świadoma, ile cierpienia mi sprawiłaś, jak perfidnie się zachowałaś. Ale dziś, z całych sił żyję i wydaje mi się, że znalazłem dla siebie odpowiednią kobietę, która mnie rozumie i jest mi wierna. – wyznał.

– To nie fair, byś wzbudzał we mnie wyrzuty sumienia. – upomniałam go. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę z tym facetem, to było żenujące… – Muszę już wracać z małym do domu – dodałam.

I w tym momencie Mike, ten Mike którego znałam od lat, prosty trzpiot i niegdyś wyrostek, uczynił zadziwiający gest. Chwycił moją prawą dłoń i uniósł lekko do góry, po czym schylił się i złożył na niej delikatny, mokry pocałunek. Dla Mike typowe było, że zostawiał zawsze sporo śliny nawet przy zwykłym cmoknięciu. W jednej chwili poczułam ją na sobie. Pocałunek w rękę okazał się gestem szacunku wobec mnie….

– Wszystkiego dobrego, Pani Pattinson- powiedział. – Cieszę się, że mogliśmy dawniej tak dobrze się znać, bo byłaś niezłą laską. – orzekł.

Uśmiechnęłam się do niego i życzyłam powodzenia.  Po tym zdarzeniu wróciłam do domu, gdzie czekał na mnie i naszego synka Rob. Ucałował mnie czule na powitanie. Chciałam, by nasze usta przywarły do siebie, wręcz przykleiły się wiecznie, niczym moc działania super glue. Ciągnęłam dlatego z rozkoszą nasz pocałunek, łaskocząc Roba językiem i sama wysysając przy tym przyjemność maksymalną  z jego wnętrza .

Robert zwieńczył całość, całując mnie w górną wargę.  Moje ciało przeszył prąd…

– Jak było na spacerku, kochanie? – spytał, sadzając mnie sobie na kolanach.

– Och, w porządku. – odpowiedziałam mu, a w moich oczach mimowolnie stanął obraz Mike’a, którego spotkałam. Skrzywiłam się.

– Co jest? – zapytał Rob, gładząc mnie po ramieniu.

– To dziwne, ale spotkałam Mike’a. – odparłam mu z lekkim zawahaniem. Nie miałam jednak powodów by ukrywać przy Robercie to nietypowe spotkanie. Był to zwykły przypadek.

Robert wziął głośny oddech.

– Przyjechał sprawdzić, co z tobą. Maniak, fanatyk… – zaburczał. Zauważyłam, że zacisnął w lewej dłoni pięść. Cóż, nie dziwiło mnie, ze tak zareagował…

– Nie, Rob, ma dziewczynę z Londynu i przyjechał z nią do rodziny. – powiedziałam mu, spoglądając głęboko w oczy. Roberta jednak wyraźnie coś trapiło.

– Mhm… – zamruczał. – Brzmi nawet przekonywująco.

– Robert, o co chodzi? – spytałam, lekko zdenerwowana tą jego reakcją. – To przypadek, stąd o tym mówię…już go więcej pewnie nie spotkam.

Robert podrapał się po głowie.

– Świadomość, że wcześniej byłaś z nim…- urwał.

Wlepiłam w niego badawczo swe spojrzenie, w wyczekiwaniu by kontynuował. Po chwili znów odezwał się.

– Ta świadomość…trochę mnie to boli, że mogłaś należeć do innego faceta, już jak mnie znałaś. – wypowiedział się wreszcie.

Był po prostu zazdrosny. Splotłam ręce wokół jego szyi, nie spuszczając z niego wzroku.

– Kochanie, ale ja nigdy naprawdę nie kochałam Mike’a. Byliśmy w zasadzie jeszcze dziećmi. I wiesz, ze nie uprawiałam z nim seksu, mimo że chciał. Ty byłeś pierwszy, byłam pewna naszego uczucia do siebie i gdy tylko cię poznałam, Mike zaczął schodzić w zapomnienie. – powiedziałam mu.

Robert uśmiechnął się do mnie.

– To dobrze. – zareagował. – Jeśli go nie kochałaś, nie powinienem mieć wyrzutów sumienia, że miałaś drugą drogę do wyboru. – dodał.

– Oczywiście, że nie, Rob – szepnęłam mu i wtuliłam się w jego rozgrzane ciało.

***

Retrospekcja

Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do Zmierzchu, a już po castingu, czyli po tym, gdy poznałam Roberta, wpadłam na wieczór do domu Mike’a.

– Cześć piękna – rzucił od progu w moją stronę mój chłopak.

– Cześć. – odrzekłam mu krótko i padłam na tapczan w salonie.

– Jak dzień? – zapytał.

– Wszystko ustalone, za trzy dni wyjeżdżamy na plan, muszę się więc jutro pakować. – powiedziałam wyraźnie pobudzona i podekscytowana.

– To jest to jeden z ostatnich wieczorków, które tu razem spędzamy. – stwierdził.

– No, raczej. – powiedziałam, przeciągając się na kanapie.

Huczało mi w głowie. To nie było normalne, ale przed oczami cały czas jawił mi się śmiejący się zawadiacko Robert Pattinson, z którym do tego zadarłam na parkingu… To nie było fair. Cykałam się trochę tego, jak to będzie z nim grać. Był nieziemsko przystojny… Cholera, powinnam się opamiętać, takie myśli krążyły mi bezczelnie po głowie w obecności mojego chłopaka, z którym nawet się porządnie nie przywitałam. Dopiero teraz zauważyłam, że Mike siedzi nade mną na fotelu obok i się mi przygląda. Zrobiło mi się głupio. Wstałam, podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Mike puścił mi oczko i objął mnie w pasie.

– Co, Kris? Jesteś dziś nieco rozkojarzona… – powiedział.

– Stęskniłam się za tobą – odpowiedziałam mu, choć nie byłam pewna czy tak było… W zasadzie przez cały dzisiejszy pokręcony dzień w ogóle nie pomyślałam o Mike’u.

Mike odgarnął mi kosmyk włosów i przełożył go za ucho. Następnie zbliżył się do mnie i

zaczął mnie całować. Lizaliśmy się dosyć długo. Miałam wrażenie, że Mike wpychał mi swój język jak głęboko tylko potrafił, manewrował nim w okolicach migdałków, co nie należało do przyjemności. Dałam mu do zrozumienia, że już mam dość i przerwałam ten pocałunek, z trudem łapiąc oddech.

– Mike, dzisiaj poszedłeś na całość. – skwitowałam.

– Kristen, mógłbym pójść jeszcze bardziej… -zaproponował. –Gdybyś tylko chciała…- złapał przez spodnie moje krocze. Poczułam przyjemny ucisk.

– Nie, Mike… – zaprotestowałam, oddalając jego rękę. – Ja nie jestem na to jeszcze na pewno gotowa. Otarłam się ze śliny, którą pozostawił wokół moich ust.

– Jasne, Kris. Nie śpieszy się. Wiesz, że Cię kocham, moja lady. – powiedział, a na dźwięk tych jego słów zrobiło mi się trochę niedobrze. To było takie poważne.  Jeśli to prawda, to robiło się ciepło na sercu, że ktoś tak myślał. Może nie dojrzałam jeszcze do tego, ale sama nie czułam podobnie, a wydawało mi się zawsze że jest to wszechogarniające cię zewsząd uczucie.

Wtuliłam się w Mike’a. Ale czułam, że moja dusza odlatuje już gdzieś daleko, niby w próżnię, ale z napisem plan filmowy najnowszej produkcji Hollywood, Zmierzch. Koniec retrospekcji.

***

Thommy już zasnął. Rodzice mogli poharcować.

– Wszyscy mi zazdroszczą, prawda? – odezwałam się niesfornie do męza, kładąc się w krótkiej satynowej piżamie do naszego łóżka. Właśnie wróciłam z łazienki, gdzie posmarowałam sobie rozświetlającym balsamem nogi. Świeciłam się więc niczym gwiazdka na sklepieniu niebieskim tej nocy.

– Czego, kochanie? – spytał Rob, leżący już w pościeli z nagim torsem.

– Ciebie… – szepnęłam.

Mój mąż parsknął śmiechem.

– Zrobiłaś się nieskromna- stwierdził.

– Czasami jestem… – przyznałam, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec.

– Oj Kristen, ciągle mnie bawisz – zaśmiał się, zwijając się wpół.

– No co… próbuję się trochę dowartościować… – tłumaczyłam chichocząc.

– Jeśli to jest skuteczny sposób, to jasne… – odparł Robert.

– Nie całkiem… – powiedziałam, zawieszając głos.

– Do czego moja żona dąży… – warknął władczo Robert, a ja zobaczyłam w nim dostojnego lwa. Zaświeciły mi się oczy.

– Próbuję uwieść swojego męża i liczę na to, że mi się uda- zaśmiałam się.

– Jesteś dziś wyjątkowo pewna siebie… – wyrecytował wyraźnie te słowa.

– Mmmm….- przysunęłam się do niego i zaczęłam głaskać delikatnie jego klatkę piersiową.

– I co ja mam z Tobą zrobić…. – drażnił się ze mną.

– Co tylko chcesz… – zaproponowałam i zaczęłam muskać ustami jego umięśniony tors. Ciało Roberta było rozgrzane niczym palące się w lesie ognisko. Niespodziewanie podniósł się do góry i przekręcił nas tak, że leżałam pod nim. Następnie jął zachłannie całować mnie po szyi. Szyja stanowiła dla mnie tak wrażliwe miejsce, które sprawiało zawsze wiele przyjemności. Wzmagało to moje pragnienie. Zamknęłam oczy i zaczęłam w błogości wić się po pościeli. A Robert nie przestawał, tylko coraz dokładniej pieścił wszystkie zakamarki mojej szyi, przysysając się do jej poszczególnych fragmentów na dłuższe chwile.

– Ah… Robert… – wymamrotałam. Robert ucałował czubek mojego nosa, a następnie zaczął usadawiać się we mnie. Potem poruszając się elektryzująco wpił się znowu w moje usta. Całował mnie tak, że nie kontrolowałam już swoich ust. Pozwoliłam manipulować nim mną i rozkoszowałam się każdym jego ruchem i mieszaniem się naszej śliny. Jako legalni kochankowie, jak zwykle byliśmy idealnie skoordynowani. Wychodziłam Robertowi naprzeciw wraz z każdym jego pchnięciem. I stopniowo coraz bardziej czułam się nim wypełniona. Zaczęło mi być trochę niewygodnie i postanowiłam chociaż chwilowo przejąć kontrolę nad sytuacją, przekręcając nas tak, że teraz to ja byłam u góry. Nasze dłonie wędrowały w szalony, niespójny sposób po naszych ciałach. W coraz szybszym tempie poruszaliśmy biodrami w przód i w tył. Czułam dreszcze na swoim ciele. Chciałam Roberta teraz, w tym momencie mieć przy sobie jeszcze bliżej, najbliżej, tak blisko jak to tylko możliwe. Chciałam poczuć się jak w  raju, krainie pozbawionej wszelkich trosk i reguł. Robert coraz intensywniej na mnie napierał. Na mojej twarzy pojawiły się wypieki. I w jednej chwili moje ciało przeszyło na wskroś długofalowe ciepło, poruszyłam się ostatkami sił, a potem i ja i Robert doszliśmy do spełnienia. Ponownie staliśmy się czystą jednością, złączyliśmy się maksymalnie. Opadliśmy bezwładnie na łóżko. Robert jak zwykle przyciągnął mnie do siebie, głośno dysząc. Ja starałam się ustabilizować swój oddech, nadal będąc w radosnym upojeniu. Rozmarzona, cieszyłam się tą szczęśliwą chwilą, tuląc się do mojego seksownego męża. On tarmosił taktownie moje włosy, co było bardzo wysmakowane.

Kochałam jego dotyk.  Zawsze był taki po prostu czuły i przyjemny. Czując go, czułam się bezpieczna.

– I jak pani Pattinson, zadowoliłem moją cudowną żonę? – rozchylił usta w lekkim uśmiechu, szepcząc. Złożył pocałunek na płatku mojego ucha.

– Tak, kochanie. – wydyszałam.- Potrzebowałam tego.

– Ja również. Kocham Cię. – powiedział, przyciskając mnie do siebie mocniej. – Kocham Cię tak, że przy Tobie tracę wszystkie zmysły.

Zabiło mi mocniej serce. To były ważne słowa…. Upewniały mnie w tym, jak Robert bardzo mnie kochał. Nie było drugiego takiego małżeństwa na świecie.

Obdarzyłam go szerokim, rzadkim u mnie uśmiechem.

– Czy myślałeś kiedyś o tym… – postanowiłam zadać pytanie – jak wyglądałoby Twoje życie, gdybym jednak nie była Twoją żoną… ?

Robert zmarszczył brwi.

– Kris, skąd takie pytanie… – zadziwił się wyraźnie.

– Wiesz, że jestem ciekawska…ale tak naprawdę to chodzi o to, że…sam wiesz, że niekoniecznie całkowicie zasłużyłam na to, by być z Tobą… – wyznałam. – A jednak Ty wybrałeś mnie.

– Kris, skarbie… rano pytałem Ciebie o Mike’a… dlatego teraz jesteś taka dociekliwa?- próbował wyczuć moje intencje.

– Nie Rob, po prostu nasunęło mi się takie pytanie. –byłam wiarygodna.

– Ok… powiem Ci tak. Gdybyś nie była moją żoną, to nie wytrzymałbym i byłabyś na pewno moją kochanką. Walczyłbym o Ciebie i próbował Cię w sobie rozkochać. Starałbym Ci się pokazać, że przy mnie możesz być naprawdę szczęśliwa i tak naprawdę przy mnie tylko możesz być sobą. Wybacz, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłoby Ciebie po prostu nie być. – złapał mnie za rękę. – Moja Kris, to tak jakbyś pytała mnie, czym byłoby niebo bez Słońca w dzień, a czym bez Gwiazd w nocy…Ty jesteś całym moim najjaśniejszym słońcem w trakcie dnia, a w nocy jesteś świetlistą energetyczną gwiazdką. – Ucałował mnie w policzek.

Oczy wypełniły mi się łzami.

– To piękne co mówisz, Rob…aż trudno w to uwierzyć. – wyszeptałam pod wrażeniem. Moją duszę napełniało przenikliwe ukojenie ciepłem jego słów.

– Wiesz, że to prawda… -odparł.

– Tak. Kocham Cię, mój Księżycu… – pocałowałam go na Dobranoc.

Categories: Opowiadanie

Bohaterowie:

Elizabeth „Lizzy” Pattinson

Data ur: 23.04.1980 Wiek: 31

Margaret

Data ur: 15.06.1986 Wiek: 25

Kristen Stewart – Pattinson

Data ur: 09 kwietnia 1990 Wiek: 22

Thomas Christhoper Pattinson

Data ur: 18 grudzień 2010 Wiek: 6 m-cy

Robert Pattinson

Data ur: 13 maj 1986 Wiek: 25

Ashley Greene

Data ur: 12 luty 1987 Wiek: 25

Thomas Sturridge

Data ur: 21 grudzień 1985 Wiek: 26

Katie Powers

Data ur: 14 luty 1987 Wiek: 25

Peter Facinelli

Data ur: 26 listopad 1973 Wiek: 38